Skrajna lewica kontra resztki rozsądku Jacka Jaśkowiaka

Czy miasto wypłaci Ewie Wójciak 30 tys. zł skoro to Pańska koleżanka? Jak zamierza Pan zatrzymać rewitalizację Jeżyc, Śródki i Łazarza, bo stały się modne i wprowadza się tu coraz więcej ludzi? Czy ułaskawi Pan kobietę spaloną na stosie w XVI w.? M.in. takie na takie pytania musiał odpowiadać w trakcie debaty w Teatrze Ósmego Dnia Jacek Jaśkowiak. Serio.

Już samo miejsce debaty pod hasłem „Wolne miasto Poznań” z udziałem Jacka Jaśkowiaka budziło moje wątpliwości, co do tego, czy będzie to obiektywna dyskusja. Pozbyłem się ich, gdy okazało się, że debatę mają prowadzić Marcin Kącki z „Gazety Wyborczej” oraz Ewa Wanat (przez wiele lat szefowa Tok FM, a obecnie Medium Publiczne). Osobom słabiej zorientowanym w dziennikarskim światku wyjaśniam, że Kącki i Wanat debatujący z Jaśkowiakiem, to coś jak debata między Jarosławem Kaczyńskim a dziennikarzami TV Republika i Radia Maryja.

Jak się okazało, nie zawiodłem się. O ile Ewa Wanat tylko czytała pytania, o tyle Kącki i Jaśkowiak rozmawiali głównie o tym, jak wspaniała jest „Gazeta Wyborcza” i jak wiele pomysłów prezydenta Poznania łącznie z jazdą na rowerze do pracy to zasługa jej dziennikarzy.

Ponieważ na sali siedziała niemal wyłącznie śmietanka polskiej lewicy – od KOD-u, przez przedstawicieli ruchów miejskich, mniejszości seksualnych, partii Razem, aż po samych anarchistów, nie spodziewałem się też niewygodnych pytań od publiczności. Okazało się jednak, że moje wyobrażenia na temat tego, co siedzi w lewicowych głowach, są zdecydowanie zbyt płytkie.

debata

Pytanie o to, czy Jacek Jaśkowiak zamierza zakończyć spór sądowy miasta ze swoją dobrą znajomą Ewą Wójciak rozpoczęty przez Ryszarda Grobelnego, przyjąłem jedynie z uśmiechem. Przypominam, że Ewa Wójciak zasłynęła na arenie krajowej z tego, że nowego papieża nazwała „ch..em”, ale akurat z funkcji dyrektora Teatru Ósmego Dnia Grobelny ją wylał za to, że sama sobie wypisywała delegacje, chociaż powinna się o to zwracać do swojego pracodawcy, czyli prezydenta. Teraz Wójciak domaga się od miasta odszkodowania w wysokości 30 tys. zł i z treści pytania wynikało, że skoro była dyrektorka teatru to bliska znajoma Jaśkowiaka, powinien bez wahania wypłacić jej te pieniądze.

Prezydent na to pytanie odpowiedział na szczęście bardzo rozsądnie: „Rzeczywiście bardzo cenię i lubię Ewą Wójciak, ale uważam, że wtrącanie się w spory sądowe przez prezydenta Poznania byłoby błędem. Tak samo nie wtrącałem się w wybór prezesa ZKZL-u, chociaż nigdy nie ukrywałem swojej przyjaźni z Jarosławem Puckiem”.

Innym palącym problemem do rozwiązania jest zdaniem przedstawicieli poznańskiej lewicy kwestia kobiety… spalonej na stosie w XVI w. pod zarzutem stosowania czarów. Co prawda, nie pojawił się postulat, aby Jacek Jaśkowiak spróbował ją wskrzesić, ale za to powinien ją przynajmniej symbolicznie ułaskawić.

– Mógłbym to zrobić, chociaż dziennikarze zaraz mnie zaatakują, że zamiast remontem Kaponiery zajmuje się ułaskawianiem czarownic – odpowiedział dość rozbawiony Jaśkowiak, przyznając, że skoro to takie ważne, to może ułaskawić, chociaż ja akurat mam wątpliwości, czy ma takie kompetencje.

Bezsprzecznym Królem Wieczoru został jednak w mojej ocenie niejaki Piotr Moszczyński z Grupy Stonewall (to „stowarzyszenie integrujące zwolenników równouprawnienia osób LGBT” – wyjaśniam, jeśli ktoś nigdy o niej nie słyszał). Zapytał on prezydenta Jacka Jaśkowiaka , co zamierza zrobić, aby zatrzymać zmiany zachodzące w ostatnich latach na Śródce, Jeżycach, a ostatnio także na Łazarzu. O jakie to niepokojące zmiany chodzi? Otóż, jak wyjaśnił, chodzi o to, że te systematycznie rewitalizowane dzielnice odradzają się na nowo, powstaje w nich coraz więcej lokali gastronomicznych, co zachęca do zamieszkania w nich coraz więcej młodych ludzi. Zdaniem Moszczyńskiego prowadzi to do gentryfikacji, czyli zmiany charakteru danej dzielnicy, przez co biedniejsi mieszkańcy, których nie stać na rosnące czynsze muszą się przeprowadzić gdzie indziej.

Przyznam się, że osłupiałem, bo akurat zmiany, jakie zachodzą na Jeżycach, Śródce i Łazarzu, uważam za jedną z najbardziej pozytywnych procesów w Poznaniu w ostatnich latach. Duża w tym zasługa Mariusza Wiśniewskiego, zastępcy Jaśkowiaka, który od wielu lat wspiera wszelkie działania uatrakcyjniające te dzielnice. Jeszcze bardziej osłupiałem, że takie zmiany przeszkadzają ludziom lewicy. Przecież „nowe” Jeżyce to cała masa knajpek wegańskich, dość hipsterskie Centrum Kultury Amarant i szereg innych inicjatyw adresowanych właśnie do już symbolicznych wegatarian na rowerach. „Dawne” Jeżyce, za którymi tak zdaje się tęsknić pan Moszczyński była dzielnicą zasraną psimi kupami, gdzie zamiast knajp serwujących dania z tofu, były tylko sklepy monopolowe z tanim winem, a głównymi spacerowiczami byli ogoleni na łyso dresiarze pytający przechodniów, czy mają jakiś problem.

Na szczęście na tak absurdalne pytanie o to, jak zatrzymać rewitalizację, Jaśkowiak odpowiedział zdrowym rozsądkiem, mówiąc „Mnie te zmiany cieszą i nie rozumiem, dlaczego mieszkańcy mieliby przez całe życie mieszkać w tym samym miejscu”.

Po tej debacie trzeba przyznać, że nazywanie Jacka Jaśkowiaka „lewakiem” to jednak spore nadużycie, bo na tle pewnych lewicowych środowisk jawi się jednak jako człowiek całkiem rozsądny.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii polityka, rewitalizacja i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s