„Każda władza nam pomaga!” – nowe hasło poznańskich anarchistów

Anarchiści oczekują, że miasto da im za darmo lokal, w którym będą mogli mieć swój skłot. To się nazywa walka z systemem, zwłaszcza, że właśnie ten system umożliwia im legalne uzyskanie środków potrzebnych do prowadzenia działalności społeczno-kulturalnej, ale jakoś nawet nie próbują z tego skorzystać.

Od ponad dwóch lat niszczejącą kamienicę przy skrzyżowaniu ulic Paderewskiego i Szkolnej, czyli bezpośrednio przy Starym Rynku zajmują nielegalnie anarchiści, którzy urządzili tam sobie skłot o nazwie Od:zysk.

Chociaż ponad rok temu znalazł się biznesmen, który kupił budynek, planując jego generalny remont i uruchomienie w środku restauracji, sklepu i hotelu, anarchiści ani myślą się stamtąd wynosić, twierdząc, że ich skłot to centrum społeczno-kulturalne. Rzeczywiście organizują w tym skłocie przy Starym Rynku różne warsztaty, koncerty, spektakle i dyskusje. Ich wartości nie oceniam, bo skoro organizują, to znaczy, że ktoś z tego korzysta i bardzo dobrze.

Sytuacja na dziś wygląda zatem tak, że mamy na Starym Rynku rozpadającą się kamienicę wyglądającą jak melina, której nie można wyremontować, bo w środku mieszkają skłotersi. Władze miasta, które właściwie nie są stroną w tym konflikcie, próbują jakoś problem rozwiązać, bo to jednak straszny wstyd mieć w najbardziej reprezentatywnym punkcie Poznania ruinę zamiast pięknej kamienicy.

anarchiści
Już za czasów poprzednich władz miasta Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych proponował skłotersom przeprowadzkę do pustostanu przy ul. Sielskiej, ale ci odmówili, słysząc, że przeciwko ich sąsiedztwu protestują tamtejsi mieszkańcy.

Pod koniec 2014 r. władza w Poznaniu się zmieniła, później także prezes ZKZL, ale dalej trwają próby przekonania anarchistów do opuszczenia kamienicy przy Starym Rynku i przeprowadzenia się do innego budynku. Tym razem dano im możliwość zamieszkania w starej drukarni przy ul. Pułaskiego, ale skłotersi znowu odmówili, tłumacząc, że budynek jest w ruinie i wymaga ok. 250 tys. zł na remont, a poza tym ma niejasną sytuację prawną, czyli być może wkrótce pojawi się jego właściciel. W sumie to bardzo ciekawe, że anarchistom nagle tak bardzo zaczęło zależeć na poszanowaniu prawa własności, ale mniejsza z tym. Najbardziej urzekająco zabrzmiała wypowiedź jednego z nich: „Wydaje mi się, że w mieście są inne budynki, które nie są w takim stanie, że na wejściu trzeba by włożyć w nie 250 tys. zł. Natomiast szukanie tych budynków to nie nasze zadanie”.

Krótko mówiąc walczący z systemem, państwem i wszelką władzą anarchiści oczekują, że to właśnie przedstawiciele władz państwa znajdą im i udostępnią za darmo odpowiedni budynek, gdzie będą mogli kontynuować swoją działalność społeczno-kulturalną.

Ja jednak przede wszystkim nie rozumiem, dlaczego anarchiści zamiast czekać z założonymi rękami, aż władza da im wszystko w prezencie, sami nie wyciągną ręki po to, czego im brakuje. Od kilku lat Poznań jest miastem, gdzie niezależnie od tego, kto akurat rządzi, możliwości prowadzenia działalności społeczno-kulturalnej są bardzo duże. Wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje na Łazarzu. Powstała tu inicjatywa o nazwie Otwarta Strefa Kultury, której jednym z głównych celów jest przejęcie od miasta pustostanów i prowadzenie w nich działalności kulturalnej. Efekty już są – dwa tygodnie temu otwarto galerię fotografii Pix.house, wkrótce ma powstać inkubator kulturalny. Lokale miasto przekazało na te cele za darmo. Trzeba jedynie na własny koszt je wyremontować. Co zrobili właściciele galerii fotografii? Złożyli wniosek o środki na prowadzenie działalności kulturalnej i dostali od miasta 20 tys. zł, a jeśli chodzi o pieniądze potrzebne na sam remont, to poprosili o wsparcie na platformie PolakPotrafi.pl i ludzie sami wpłacili na ten cel ponad 22 tys. zł! Jeśli w Poznaniu faktycznie istnieje zapotrzebowanie na istnienie skłotu i jego oferty kulturalnej, to przecież poznaniacy z pewnością tą samą drogą sami przekażą skłotersom odpowiednie kwoty.

Możliwości jest zresztą więcej. Nikt przecież nie zabrania anarchistom wystartowania w konkursie „Centrum Warte Poznania” albo złożenia projektu do Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego. Zwłaszcza ta druga opcja daje im szerokie możliwości. Skoro można w ten sposób stworzyć w Poznaniu schronisko dla osób bezdomnych, wyremontować pływalnię, zbudować tor wrotkarski, to i skłot z bogatym programem kulturalnym ma szanse. Z przygotowaniem profesjonalnego projektu poznańscy anarchiści nie powinni mieć większego problemu, skoro mają nawet własnego prawnika (serio, serio). W dodatku o tym, czy ich projekt zostanie zrealizowany ze środków budżetu miasta nie zdecydują ani prezydent Poznania, ani Rada Miasta, tylko sami mieszkańcy, a takie rozwiązanie powinno odpowiadać anarchistom.

Na razie ich obecne zachowanie wskazuje, że jedyne, o co im chodzi, to konflikt, który gwarantuje im bycie w centrum uwagi opinii publicznej. Zamiast krzyczeć „Każda władza nam przeszkadza”, anarchiści powinni jednak przestać się wygłupiać i pokazać, że faktycznie chcą w tym mieście robić wartościowe rzeczy dla mieszkańców, bo ta władza im nie przeszkadza, tylko pomaga. Wystarczy tylko skorzystać z oferowanych możliwości.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii kultura, rewitalizacja i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s