Rady „Gazety Wyborczej”: Widzisz zagrożenie? Nie dzwoń po pomoc, tylko wrzuć fotkę na fejsa

Członkowie inicjatywy „Mariniarze” zauważyli, że ktoś zanieczyścił Warty w Poznaniu. Zamiast jednak poinformować o tym jakiekolwiek służby, woleli pstryknąć fotki i wrzucić na Facebooka… dwa dni później. Kiedy sprawę nagłośniły media, okazało się, że jest za późno, aby ustalić sprawców. Zdaniem redaktora naczelnego poznańskiej „Wyborczej” to wina urzędników, bo… nie przeglądają portali społecznościowych.

O tym, że ktoś zanieczyścił Wartę Mariniarze poinformowali na swoim Facebooku 29 czerwca: „Prócz cieczy o siwym kolorze płynęły kawałki styropianu, papiery, substancje ropopochodne, pianka budowlana oraz opakowania pianki montażowej”, zamieszczając zdjęcia i filmik oraz informując, że zanieczyszczenie zauważyli… dwa dni temu.

„Prosimy o nagłośnienie sprawy. Nie możemy dopuścić do zniszczenia rzeki Warty i jej ekosystemu” – napisali Mariniarze, ale na pytanie kilku osób w komentarzach, czy poinformowali kogoś o skażeniu, już nie odpowiedzieli.

warta
Służby o całej sprawie dowiedziały się dopiero 30 czerwca od dziennikarzy, którzy zainteresowali się tematem. Jak się okazało, było już za późno, aby ustalić sprawców zanieczyszczenia.

– Niestety, nie oglądamy portali społecznościowych, nie jesteśmy do tego uprawnieni, aby sprawdzać, czy ktoś gdzieś nie umieścił wzmianki czy filmiku o zanieczyszczeniu środowiska. Należy nas poinformować, wtedy pojedziemy, pobierzemy próbki, aby sprawdzić stan środowiska – wyjaśniała logicznie w rozmowie z telewizją WTK  Małgorzata Koziarska, naczelnik wydziału inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Oczywiście nie trzeba znać numeru telefonu do wydziału środowiska, równie dobrze można zadzwonić na straż pożarną, albo straż miejską, która przekaże informację, komu trzeba.

W tym momencie wydawało mi się oczywiste, że wypada tylko żałować, że owi Mariniarze zachowali się jak kretyni, którzy widząc pożar albo wypadek nie dzwonią po straż pożarną i karetkę, tylko wyciągają telefony komórkowe, by wrzucić fotkę na Facebooka. Dlatego w tym większe osłupienie wprawił mnie komentarz Marcina Wesołka, redaktora naczelnego poznańskiej „Gazety Wyborczej”, który w tekście pt. „Cybina ze ściekami, a urzędniczka nie reaguje, bo nie ma uprawnień do przeglądania internetu. To jak światy równoległe!” wyraził oburzenie na… urzędników Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

„Bardzo chciałbym, by we WIOŚ uznano, że jednak mają tam uprawnienia do przeglądania internetu” – napisał Wesołek. – „Myślę, że nie jest do tego potrzebna zmiana w ustawie, rozporządzenie odpowiedniego ministra czy jakikolwiek inny akt prawny – wystarczy odrobina dobrej woli połączona z chęcią nadążania za światem. Z tego przeglądania można zrobić użytek – np. w czas zareagować na to, że ktoś wypuszcza ścieki do rzeki”.

Ja osobiście bym się oburzał, gdyby urzędnicy jakiegokolwiek wydziału lub jednostki miejskiej zajmowali się w czasie godzin pracy przeglądaniem Facebooka czy YouTube’a. Chyba nawet nie mieliby na to czasu, więc może zdaniem redaktora „Wyborcze” należy we wszystkich urzędach stworzyć dodatkowe etaty do „przeglądania internetu”?

Zastanawia mnie też, czy postulat, aby urzędnicy przeglądali Facebooka dotyczy tylko wychwytywania skażeń środowiska czy może wszystkich zagrożeń i według Marcina Wesołka obywatele nie powinni już dzwonić po straż pożarną, kiedy widzą pożar albo po policję, gdy widzą, że grupa bandytów z bejsbolami demoluje jakiś lokal w centrum miasta, tylko wrzucać fotki na Facebooka. Jak straż pożarna i policja nie przyjadą na czas, to będzie ich wina, bo nie zauważyli, że ktoś przecież wrzucił fotkę na Facebooka albo filmik na YouTube’a i znów będzie okazja, aby napisać artykuł w „Wyborczej” o tym, że służby w Polsce są takie zacofane.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii bezpieczeństwo, środowisko i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rady „Gazety Wyborczej”: Widzisz zagrożenie? Nie dzwoń po pomoc, tylko wrzuć fotkę na fejsa

  1. Cieszy nas zainteresowanie tematem i większa przenikliwość niż redaktora Wesołka ale i tak jest ona zbyt mała… ale płyńmy do brzegu. Po pierwsze nie uważamy, że zachowaliśmy się jak kretyni – po prostu robiło się już szaro a mamy doświadczenie wskazujące, że na służby trzeba byłoby czekać i jeszcze do tego musiałyby trafić. Dokumentując zrzut ścieków przemokliśmy do suchej nitki (wysokie trawy i zarośla po deszczu) a po całym dniu na Przystani w Starym Porcie nie było opcji by ryzykować czekanie na służby. Po drugie – zawiadomiliśmy służby jak tylko materiał był na serwerach. 700 MB trudno byłoby szybciej dostarczyć niż w ten sposób – skrzynki e-mail rzadko mają więcej miejsca niż 50 mega. Po trzecie – wybraną przez nas drogą w ciągu dwóch dni o sprawie dowiedziało się ponad 250 tys. osób a dzięki radiu i telewizji pewnie kolejne miliony. Teraz na Wartę patrzą tysiące oczu i widzą co się dzieje. Patrzą skutecznie – mamy bowiem informacje o kolejnych zrzutach, co ciekawe tym razem za pośrednictwem Piaśnicy, która wpada do Cybinie poniżej Jazu Maltańskiego. Redaktorom „Oka na Poznań” proponujemy by także rzucili okiem osobiście nie tylko czytając teksty redaktora Wesołka. Proponujemy także współpracę. Warto współpracować dla dobra rzeki Warty i mieszkańców Poznania. Z wodniackim pozdrowieniem – Inicjatywa Mariniarze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s