Co ożywi Głogowską? Nie ławki i drzewa, ale my sami

Do czego mają zachęcić ławki na ul. Głogowskiej? Do siedzenia i obserwowania przejeżdżających tędy samochodów i tramwajów? Ulicę możemy ożywić sami jako konsumenci.

Zarząd Dróg Miejskich ogłosił konkurs na projekt zieleni i małej architektury na ul. Głogowskiej, która lata świetlności, gdy tłumy poznaniaków robiły tu zakupy, ma już dawno za sobą. Fajnie, że miasto dostrzega problem i próbuje coś robić, ale kierunek jest raczej chybiony. Niby czemu mają sprzyjać ławki na ul. Głogowskiej? Obserwacji przemykających ulicą samochodów i delektowania się hałasem przejeżdżających tramwajów? To chyba średnia rozrywka.

glogowska2

Od kilku lat mieszkam w pobliżu skrzyżowania ul. Głogowskiej z ul. Hetmańską i niemal codziennie wybieram się pieszo w okolicę rynku Łazarskiego lub dworca PKP. Najkrótsza i najbardziej naturalna droga w oba te miejsca to właśnie Głogowska, ale ja wolę nadłożyć czasu i przejść się równoległymi do niej ul. Lodową lub Kasprzaka, na których nie ma takiego ruchu, jest ciszej i spokojniej.

Posadzenie drzew niczego w tym nie zmieni. Piesi pojawią się znów na ul. Głogowskiej, jeśli ktoś da im do tego powód. Reaktywowanie handlu na tej ulicy wydaje mi się mało prawdopodobne, bo z wygodą galerii handlowych wygrać się chyba nie da. Większe szanse widzę w gastronomii – raczej większość z nas chętniej wybierze się na kawę lub obiad do klimatycznej i cichej knajpki niż do zatłoczonego lokalu w hałaśliwym centrum handlowym.

Na Głogowskiej i w dochodzących do niej uliczkach fajnych jest kilka klimatycznych lokali, problem w tym, że stosunkowo niewiele osób z nich korzysta. Całkiem niedawno miałem się spotkać służbowo z pewną mieszkanką Łazarza, więc zaproponowałem Garden Pub przy ul. Limanowskiego – sympatyczny lokal, gdzie można wypić kawę, piwo albo zjeść pyszną pizzę. Owa mieszkanka z wielkim zdziwieniem przyjęła informację, że na Łazarzu tuż pod jej nosem jest taki sympatyczny lokal.

Większość z nas zakodowała sobie, że jak ma wyjść gdzieś na kolację albo piwo ze znajomymi, to koniecznie na Stary Rynek lub jego okolicę. Ofiarami tego myślenia są właśnie knajpki położone w innych dzielnicach, których głównymi klientami pozostają pracownicy miejscowych biur i innych firm, ale nie miejscowi mieszkańcy.

Podobne obserwacje nasuwa mi dyskusja na temat wymierania ruchu w śródmieściu. Wszyscy marudzą, że przy Starym Rynku miejsce księgarni zajmują kluby go-go i pewnie słusznie, ale mam proste pytanie do tych wszystkich marudzących: a jak często kupujecie książki w takich księgarniach, których los tak Was martwi? No właśnie.

Sadźmy drzewa, ustawiajmy ławki, ale najskuteczniejszą rewitalizację możemy prowadzić sami, bez pomocy urzędników. Wystarczy, abyśmy sami wspierali lokale w swoim fyrtlu. Dobre buty można kupić nie tylko w „sieciówce” w galerii handlowej, ale także w sklepie naprzeciwko naszego domu prowadzonym przez panią Basię. Z ekipą przyjaciół można spotkać się w pubie na dole naszej kamienicy. Piwo jest tu tak samo dobre jak na Starym Rynku, o wolne miejsce nie trzeba się martwić, a jak muzyka jest za głośno, barman chętnie ją dostosuje do naszych oczekiwań.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii rewitalizacja i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s