Komu w Poznaniu naprawdę zależy, aby pomóc Syryjczykom?

Grupa lewicowych aktywistów domagała się, aby władze Poznania osiedliły na swoim terenie uchodźców z Syrii. Władze miasta postanowiły pomóc jednak inaczej – zorganizować zbiórkę na pomoc humanitarną dla ofiar wojny. Nie zauważyłem, aby ktoś z owej grupy zaangażował się w tę akcję, a jedna z nich nawet nazwała akcję „Poznań dla Syrii”… nieludzką.

W połowie lutego w Poznaniu ruszyła zbiórka pod petycją do władz Poznania z apelem, aby na terenie miasta mogli osiedlić się uchodźcy z Syrii i Iraku.

„Jako poznanianki i poznaniacy prosimy o podjęcie przez Państwa działań, które spowodują, że do Poznania przyjadą i otrzymają zgodę na osiedlenie ofiary wojny w Syrii i Iraku, dzieci i osoby dorosłe. Poprzez ten apel solidaryzujemy się z takimi miastami jak Sopot, Gdynia, Gdańsk, Kraków, Wrocław. Uważamy, że może to wpłynąć na zmianę stanowiska obecnie rządzących władz. Nie możemy pogodzić się z faktem, że do tej pory nasz kraj nie przyjął ani jednej uchodźczyni, uchodźcy dorosłego, czy dziecka z 6182 osób, które zobowiązano się przyjąć w ramach programu relokacji i 900 osób w ramach programu przesiedleń” – napisał w petycji jej autor prof. Tomasz Polak.

Przyjmijmy tych biednych uchodźców? Przecież przyjęliśmy i gdzie oni są?

Pod petycją podpisała się cała śmietanka poznańskich lewicowych aktywistów – m.in. Anna Wachowska-Kucharska, Ewa Wójciak, Marcin Kęszycki i wiele innych osób. Petycja jednak nie spotkała się z entuzjazmem poznaniaków – chociaż o zbiórce podpisów informowały chyba wszystkie poznańskie media, podpisało się pod nią zaledwie 640 osób.

Mimo to temat pojawił się na sesji rady miasta za sprawą radnych Zjednoczonej Lewicy i wzbudził olbrzymie emocje. Ostatecznie radni PO zaproponowali, aby zamiast na „hurra” przyjmować uchodźców, a dopiero później martwić się, co zrobić, aby się tu zaaklimatyzowali, znaleźli pracę itp., zorganizować zbiórkę na pomoc humanitarną dla ofiar wojny. Szef klubu PO Marek Sternalski zwrócił uwagę, że Poznań już przyjął grupę uchodźców z Syrii w 2015 r., ale wszyscy w ciągu kilku miesięcy uciekli do Niemiec.

– Co się stało z tymi rodzinami, które przyjechały do Poznania dwa lata temu. Gdzie są te rodziny? – pytał retorycznie przewodniczący klubu PO i proponował inną formę pomocy. – Tej zimy w obozach dla uchodźców brakowało agregatów prądotwórczych, a nie tego, żeby stamtąd zabrać kilka osób i powitać w blasku fleszy. O tym, jak najlepiej pomóc uchodźcom, najlepiej jest rozmawiać z organizacjami pozarządowymi, które już prowadzą tam działania

Ostatecznie prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak wspólnie z abp. Stanisławem Gądeckim postanowili przeprowadzić zbiórkę pod hasłem „Poznań dla Syrii”. Pieniądze zbierali wolontariusze Polskiego Czerwonego Krzyża oraz Caritas m.in. podczas misterium Męki Pańskiej, przed meczem Lecha Poznań z Legią Warszawa oraz przed spektaklami w poznańskich teatrach.

dla syrii

Kto się włączył w zbiórkę „Poznań dla Syrii”?

W ciągu trzech miesięcy zebrano ponad 33 tys. zł – w mojej ocenie to niewiele, ale postanowiłem sprawdzić, jak bardzo w akcję „Poznań dla Syrii” zaangażowali się owi lewicowi aktywiści tak bardzo przejęci losem Syryjczyków, że chcieli ich koniecznie osiedlić w Poznaniu.

Nie znalazłem nigdzie informacji, aby osobiście prowadzili kwestę tak jak to robili niektórzy radni, ale OK – zbiórką zajęli się przecież wolontariusze Polskiego Czerwonego Krzyża i Caritas. Pomagać można zresztą także inaczej – chociażby nagłaśniając akcję, zachęcając do udziału w niej poznaniaków i swoich znajomych, np. na Facebooku.

I cóż się okazało? Na facebookowym profilu prof. Tomasza Polaka, który przecież sam jako pierwszy rzucił pomysł przyjęcia uchodźców z Syrii, nie znajdziemy wzmianki o zbiórce. Ani słowa o tym, że można przekazać pieniądze na rzecz ofiar wojny nie znajdziemy też na „wallu” bardzo aktywnej na Facebooku Ewy Wójciak (gwoli sprawiedliwości jednak oddajmy, że pieniądze zbierano przed spektaklami w Teatrze Ósmego Dnia).

Pomaganie ofiarom wojny to kpina z praw człowieka?

Wszystkich jednak przebiła Anna Wachowska-Kucharska, która decyzję radnych o akcji pomocy skomentowała słowami „Propozycja radnych PO jest naprawdę nieludzka” oraz „Uchwała przygotowana przez PO jest kpiną z praw człowieka.”

No cóż. Podsumowując wychodzi na to, że w Poznaniu losem ofiar wojny w Syrii bardziej niż ci wrażliwi na losy uchodźców lewicowi aktywiści, przejęli się katolicy uczestniczący w Misterium Męki Pańskiej (organizatorzy tego wydarzenia przekazali na rzecz akcji 5100 zł) i kibice Lecha Poznań (tylko przed meczem z Legią zebrano ponad 2600 zł).

Oczywiście nie wykluczam, że wspomniane przeze mnie osoby również przekazały na zbiórkę znaczącą kwotę pieniędzy, niemniej brak jakiejkolwiek próby jej wypromowania stawia ich w raczej nie najlepszym świetle. Ktoś złośliwy mógłby nawet powiedzieć, że być może ta cała hucpa z apelem o osiedlenie w Poznaniu uchodźców to był tylko czysty PR i lansowanie się na dramacie ofiar wojny, bo to przecież nic nie kosztuje. Ale to byłaby oczywiście złośliwość.

fot. Urząd Miasta Poznania
Opublikowano Bez kategorii, polityka | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Narodowcy, róbcie spektakle!

Prezydent Poznania, który sam w Poznaniu aktywnie i jawnie stara się utrudniać życie osobom o poglądach nacjonalistycznych, jednocześnie oburza się na ministra kultury, który cenzuruje spektakle teatralne za ich antykatolicyzm.

Minister kultury Piotr Gliński zagroził odebraniem ministerialnej dotacji dla festiwalu Malta, jeśli jego kuratorem będzie Olivier Frljić. Powód? Fakt, że Chorwat wyreżyserował spektakl pt. „Klątwa”, który oburzył środowiska katolickie. Kontrowersje wzbudziły sceny, w których m.in. jedna z aktorek uprawia seks oralny z figurą Jana Pawła II.

– Trudno te działania uznać za artystyczne. To są działania prowokujące, skłócające społeczeństwo polskie, bulwersujące, bardzo silnie obrażające wiele osób – tak ocenił twórczość Frljicia Piotr Gliński.

fot.Magda Hueckel/Teatr Powszechny KLĄTWA

Na groźby ministra o odebraniu dotacji „Klątwie” zareagował prezydent Poznania.
„W artykule 6 ustawy zasadniczej znajdujemy zapis mówiący o tym, że Państwo musi stwarzać warunki do upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury. Władze mają ponadto obowiązek zachowania bezstronności w sprawach dotyczących przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych oraz zapewnienia swobody ich wyrażania w życiu publicznym” – przypomina w liście do ministra Jacek Jaśkowiak. – „Dlatego też w Poznaniu, mieście wolnym i otwartym, dopuszczamy do głosu artystów prezentujących najróżniejsze światopoglądy. Jesteśmy przekonani, że tylko pluralizm postaw twórczych stwarza możliwość nakreślenia pełnego obrazu kulturowej różnorodności, uczy tolerancji i pozwala kształtować poglądy zgodnie z indywidualnymi wyborami. Uczestniczenie lub nieuczestniczenie w danym wydarzeniu traktujemy jako wyraz szacunku dla ludzi, którzy – tak jak w preambule Konstytucji – swoje wartości wywodzą z różnych źródeł. Na tym bowiem polega konstytucyjnie zagwarantowana wolność wyrażania poglądów, twórczości artystycznej, wolność sumienia i religii.”

Pod wszystkimi powyższymi zdaniami podpisuję się obiema rękami. Dziwi mnie jednak, że takie poglądy wygłasza akurat Jacek Jaśkowiak, który od początku swojej prezydentury jawnie i bez żadnego skrępowania zwalcza środowiska o poglądach politycznych, które mu się nie podobają. Przypominam, że przed rokiem we wręcz bliźniaczej sytuacji prezydent Poznania zagroził jednemu z klubów sportowych odebraniem dotacji, jeśli odbędzie się w nim turniej środowisk nacjonalistycznych. Ostatecznie turniej odbył się w… sali sportowej jednej ze szkół. Pojawili się na nim nawet policjanci, ale nie zauważyli, aby wydarzenie miało jakiś związek ze wzywaniem do nienawiści, albo propagowaniem faszyzmu.

Niedawno Jacek Jaśkowiak wziął nawet osobisty udział w demonstracji pod hasłem „Nacjonalizm nie przejdzie”. Jakim prawem prezydent Poznania uważa, że nacjonalizm należy zwalczać, ale inne postawy takie jak np. komunizm, socjalizm, anarchizm, liberalizm itp. już nie, skoro obowiązująca konstytucja, której tak gorliwie broni, gwarantuje wolność propagowania każdej z nich?

Ja ze swojej strony proponuję środowiskom nacjonalistycznym, aby zabrali się za twórczość teatralną. Niech wspólnymi siłami wystawią na scenie jakiś spektakl ośmieszający środowiska LGBT, multikulturalizm, feminizm, uchodźców i generalnie wszystkie idee i środowiska, za którymi nie przepadają. Gdy na scenie feministka będzie uprawiać seks oralny z islamskim terrorystą, to pewnie będzie z tego skandal, ale spokojnie – prezydent „wolnego miasta Poznania” stanie w pierwszym szeregu obrońców Waszego prawa do prezentowania własnej twórczości. Kto wie, może nawet jakąś nagrodę Wam przyzna za istotne wzbogacenie „pluralizmu postaw twórczych”?

Opublikowano kultura, polityka | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Czy Poznań ma przyjąć uchodźców z Syrii? A gdzie są ci, których przyjęliśmy 1,5 roku temu?

27 lipca 2015 r. – Jacek Jaśkowiak w blasku fleszy wita w Poznaniu 26 syryjskich uchodźców. W połowie września zostało ich już tylko… 5. Mimo to grupa poznaniaków upiera się, że teraz koniecznie musimy przyjąć kolejnych Syryjczyków. Ciekawe, czy chcą im też zbudować obóz ogrodzony drutem kolczastym, aby przypadkiem nie zwiali. 

„Jako poznanianki i poznaniacy prosimy o podjęcie przez Państwa działań, które spowodują, że do Poznania przyjadą i otrzymają zgodę na osiedlenie ofiary wojny w Syrii i Iraku, dzieci i osoby dorosłe. Poprzez ten apel solidaryzujemy się z takimi miastami jak Sopot, Gdynia, Gdańsk, Kraków, Wrocław. Uważamy, że może to wpłynąć na zmianę stanowiska obecnie rządzących władz. Nie możemy pogodzić się z faktem, że do tej pory nasz kraj nie przyjął ani jednej uchodźczyni, uchodźcy dorosłego, czy dziecka z 6182 osób, które zobowiązano się przyjąć w ramach programu relokacji i 900 osób w ramach programu przesiedleń” – czytamy w petycji, którą wystosowała dla prezydenta Poznania i miejskich radnych grupa poznaniaków, a dokładniej m.in. Anna Wachowska-Kucharska, Ewa Wójciak, Tomasz Polak, Lech Mergler i cała reszta tej wesołej ferajny oderwanej od rzeczywistości, która wspiera KOD, broni anarchistów itp.

Bardzo to ciekawa informacja, że Polska nie przyjęła żadnych uchodźców z Syrii, bo 27 lipca 2015 r. Jacek Jaśkowiak w blasku fleszy witał w urzędzie miasta 9 syryjskich rodzin sprowadzonych do Poznania przez fundację „Estera”. Zapewniono im tu dach nad głową, środki na utrzymanie, lekcje języka polskiego i wszystko, co tylko może być potrzebne do jak najszybszej adaptacji w naszym mieście.

syrole Jacek Jaśkowiak i uchodźcy z Syrii, którym Poznań udzielił schronienia w lipcu 2015 r. (fot. Urzędu Miasta Poznania).

Minęło 1,5 miesiąca i z całej Polski zaczęły docierać sygnały, że ci biedni syryjscy uchodźcy zamiast okazać wdzięczność za okazaną gościnę, zwiewają do Niemiec. 11 września Radio Merkury donosiło, że z 26 Syryjczyków, którzy znaleźli schronienie w Poznaniu, zostało już tylko pięciu – dwie samotne osoby i trzyosobowa rodzina. Ciekawe, czy jeszcze tu są, czy też już zdołali uciec. Co ciekawe, biedni uchodźcy uciekali nie tylko do Niemiec, np. we wrześniu 2016 r. rodzina Syryjczyków, którą ugoszczono w Tarnowie, wolała wracać do… Damaszku, uznając, że wojna wojną, ale mają tam własne mieszkanie.

Nie bardzo zatem rozumiem, po kiego grzyba wesoła ferajna lewicowych kosmitów chce fundować kolejne wakacje w Polsce dla następnych Syryjczyków, którzy wpadną tu na parę tygodni, po czym zwieją, gdzie pieprz rośnie. No chyba, że szanowni państwo zamierzają do Poznania sprowadzić uchodźców i zamknąć ich w jakimś obozie ogrodzonym drutem kolczastym.

PS Póki co zbiórka podpisów coś słabo idzie. Od 11 lutego podpisało ją tylko 600 osób. Hmm, ciekawe dlaczego…

Opublikowano Bez kategorii, polityka | Otagowano , , | 3 komentarze

Kołtuństwo poznańskie oburzone na kino, bo pokaże film o Popku

Współczesne poznańskie drobnomieszczaństwo to już nie stateczna rodzinka z uroczymi dziećmi, która w niedzielę po mszy idzie na słodkie. Dzisiaj to lewicowcy, którzy w niedzielę po pikiecie feministek idą do knajpki wegańskiej ponarzekać na PiS. Właśnie wylewają wiadro pomyj na Kino Muza, bo pokażą w nim film o prymitywnym raperze Popku. 

Byłem niedawno na spektaklu „Great Poland” w Teatrze Polskim. Bardzo prosty i schematyczny, który wyśmiewa stereotypy Polaków z najróżniejszych sfer. Dostało się także lewicującym wrażliwcom, których w spektaklu symbolizuje młoda poznanianka, która przygarnęła do domu uchodźczynię z Ukrainy – zapewnia, że nawróci ją na gender, weganizm itd., aby wyszła na ludzi. Młoda poznanianka bardzo się przejmuje wielkimi problemami tego świata, z którymi walczy przy pomocy lajków.

W spektaklu jest nazywana „poznańską mieszczką”, co trochę mnie raziło, bo przecież drobnomieszczaństwo zwłaszcza poznańskie zawsze kojarzyło się bardzo konserwatywnie. To raczej standardowe małżeństwo z dwójką dzieci, które co niedzielę po mszy świętej idzie do cukierni „na słodkie”, dba o czystość i porządek, a o sprawach przykrych nie mówi, aby nie psuć atmosfery. Na ewentualne problemy spuszcza zasłonki.

Kino Muza pokaże film o Popku, więc trzeba wylać wiadro pomyj

Zamieszanie wokół Kina Muza przekonało mnie jednak do postawienia dość wywrotowego pytania: A może dzisiejsze poznańskie kołtuństwo to właśnie postępowi lewicujący pseudointelektualiści? O co chodzi? 27 stycznia kino Muza organizuje pokaz filmu dokumentalnego „Popek za życia” opowiadający o życiu kontrowersyjnego rapera, który stał się idolem polskich gimnazjalistów. Po seansie odbędzie się spotkanie z bohaterem filmu.

popek2

Rzeczywiście pokaz takiego filmu w kinie studyjnym słynącym z ambitnego repertuaru, którego próżno szukać w multipleksach, może zaskakiwać, ale w życiu bym się nie spodziewał, że spotka się z taką falą hejtu.

„Promowanie tego śmiecia? Gardzę. Bardzo, bardzo, bardzo rozczarowujące” – napisał pan Paweł, prywatnie członek Liberalnych Demokratów i miłośnik Milesa Davisa, jak widać bardzo wrażliwy i tolerancyjny dla innych, a jego komentarz „zalajakowało” 17 kolejnych osób.

„Wszystko ostatnio schodzi na psy. Szkoda, że wy również” – to z kolei komentarz pana Kamila, uczestnika czarnych protestów i marszy równości, który sądząc po profilu na Facebooku, nienawidzi PiS-u, prawicy, narodowców itp.

„Pokazywanie filmu to jedno, ale zapraszanie bohatera w formule „gwiazdy wieczoru” sugeruje skok na łatwą kasę. Spoko, że chociaż się przyznajecie do poszukiwań nowego targetu. Wiadomo, rzeczywistość kapitalistyczna zmusza do „odważnych decyzji”, pieniądz się sam nie zrobi…” – dodaje pani Ola, feministyczna aktywistka organizująca pikiety w sprawie liberalizacji prawa aborcyjnego.

Zapewne było wiele ostrzejszych, bardziej wulgarnych komentarzy, które zostały usunięte lub ukryte.

Bo nienawidzić i gardzić można tylko za poglądy i gust

Dość to zadziwiające, jak na ludzi, którzy na co dzień mówią o tolerancji i równości, gdy chodzi o kolor skóry, wyznanie, narodowość, orientację seksualną, ale jednocześnie nie potrafią się pogodzić z tym, że ktoś ośmiela się słuchać innej muzyki niż oni (na dodatek w przypadku Popka mamy do czynienia z 30-latkami hejtującymi gust gimnazjalistów). Pomijam w tym miejscu, że przecież w kinie nie odbędzie się koncert, tylko pokaz filmu, którego jakość przecież nie zależy od tego, kim jest jego bohater.

Czym różni się hejtowanie kina Muza przez takich oto lewicowych postępowców od hejtowania Behemotha, bo to „szataniści”, albo gejów, bo grzeszą, tego doprawdy nie wiem.

Filip Bajon jest autorem słynnego porównania, że Poznań to miasto „zasłoniętych firanek”, za którymi ukrywa się to, co wydaje się niewygodne i psujące spokój mieszkańców miasta. Wielokrotnie przywoływano to porównanie do obnażenia poznańskiego drobnomieszczaństwa.

Mam wrażenie, że dziś bardziej pasuje ono do zobrazowania kompleksów przeintelektualizowanych postępowców, którzy czują się lepsi od tego motłochu prawacatwa, katolstwa, narodowców i kiboli. Rasa intelektualnych panów też używa firanek dla zasłonięcia tych wszystkich innych, którzy nie podzielają ich poglądów i gustów. Jako ludzie z „mgr”, „dr”, a czasem i „prof.” przed nazwiskiem brzydzą się prostakami, którzy zakupy robią w Biedronce, słuchają disco-polo, Popka, oglądają serial „Ranczo”, a na wakacje jadą nad polskie morze.

W odróżnieniu od tego plebsu nowi kołtuni nie chodzą na promocje do marketów, tylko na pikiety przeciwko zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych i demonstracje solidarności z uchodźcami. Ostatnio pikietowali na placu Wolności przeciwko rasistowskim atakom na budki z kebabem, do których doszło w kilku polskich miastach. Akurat w Poznaniu żadnych takich incydentów nie było, ale to nic – była okazja spotkać się we własnym gronie, aby utwierdzić się w przekonaniu, jacy to wszyscy jesteśmy tolerancyjni i wrażliwi w odróżnieniu od tych wszystkich wszechpolaków i pisiorów.

Kołtuny zasłaniają firanki?

Ataków na bary z kebabem w Poznaniu nie było, ale za to był inny – na początku grudnia grupa 23 osób (sic!) pod osłoną nocy pomazała sprejami i smołą kamienicę na ul. Zeylanda tylko dlatego, bo mieścił się tam sklep z patriotyczną odzieżą. Żeby było śmieszniej, z powodu bliskości targów i akademika Jowita, jednymi z głównych klientów tego sklepu są zagraniczni goście targowi i studenci, którzy kupują tu sobie koszulki z napisem „Polska” jako formę pamiątki.

Dziwnym trafem żaden lewicowy kołtun nie krzyknął wtedy „Stop nienawiści!”, nie zrobił demonstracji, nawet strony z wyrazem solidarności z właścicielem sklepu na fejsie nie żałożył. Wszyscy potulnie zasłonili firanki, by pojechać rowerami do wegańskiej knajpki i przy hummusie podyskutować o tym, jaki symbol wstawić na fejsbuczka, aby zademonstrować swój sprzeciw dla faszystów z PiS-u, jaki, aby wyrazić pogardę dla tych, którzy jedzą mięso, a jaki, by wyśmiać tych, którzy odpalają petardy w sylwestra. Później wszyscy mogą poklepać się po pleckach, gratulując sobie, jacy wszyscy są zajebiści i wyjątkowi.

Opublikowano kultura | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Posnania, czyli inwestor gorszego sortu

Prezydent Poznania cieszy się, że organizatorzy Imienin Ulicy Święty Marcin nie przyjęli pieniędzy od centrum handlowego Posnania, które chciało się dołożyć do imprezy. Dlaczego? Bo Jacek Jaśkowiak nie lubi galerii handlowych. Dobrze, że Volkswagen zdołał otworzyć w Poznaniu swoją fabrykę 23 lata temu, bo dzisiaj pewnie Jaśkowiak jako przeciwnik samochodów by na to nie pozwolił.

Emocje towarzyszące otwarciu centrum handlowemu Posnania były takie, jakby to miała być ubojnia koni albo magazyn radioaktywnych odpadów z elektrowni atomowych. W pierwszej linii hejterów stanął prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, którego zdaniem galeria wyssie handel ze śródmieścia. Podobne zdanie słyszymy przy każdym otwarciu kolejnej galerii handlowej w Poznaniu. Sklepów i punktów usługowych faktycznie ubywa, chociaż nie aż tak drastycznie – raczej zmieniają się branże najemców. Na Głogowskiej ubyło sklepów odzieżowych, a przybyło lokali gastronomicznych itp.

Żeby nie było – nie widzę niczego złego, że na otwarciu Posnanii nie było Jaśkowiaka. Prezydent, który nie uważa za istotne pojawienie się obchodach rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego, przychodząc na otwarcie sklepu, tylko by się pogrążył.

posnania

Poznaniacy mają jednak święte prawo decydować, w jaki sposób i gdzie chcą robić zakupy, Jaśkowiak ma święte prawo do prywatnej opinii, czy podoba mu się centrum Posnania czy nie. Nie rozumiem jednak stygmatyzowania Posnanii jako jakiejś wrogiej siły, z którą należy walczyć, a tak właśnie wygląda tegoroczne zamieszanie wokół Imienin Ulicy Święty Marcin.

Właściciele Posnanii chcąc pokazać, że nie chcą tylko na poznaniakach zarabiać, ale też dawać im coś w zamian, zgłosili się do CK Zamek z propozycją zasponsorowania tegorocznej parady z okazji Imienin Ulicy Święty Marcin. Ile pieniędzy mógł dostać Zamek, nie ujawniono, ale skoro koszt całej imprezy wynosi 200 tys. zł, musiało to być kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ofertę jednak odrzucono.

– Po przeanalizowaniu wszystkich „za” i „przeciw” uznaliśmy jednak, że współpraca z Posnanią przy tym wydarzeniu nie jest możliwa. To szczególny moment dla Poznania i jego centrum, które na co dzień wygląda niestety inaczej. Myśląc o paradzie, chcieliśmy, by była w tym roku bardziej spójna i efektowna. Mam nadzieję, że to się uda – tak to wyjaśniła w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Anna Hryniewiecka, dyrektor CK Zamek.

Sami dziennikarze GW jednak twierdzą, że Hryniewiecka brała pod uwagę fakt, że Jaśkowiak obarcza Posnanię za wymieranie ul. Święty Marcin i przyjęcie oferty sponsorskiej byłoby w tej sytuacji niefortunne. Sam prezydent decyzję o odrzuceniu Posnanii chwali wprost.

Trudno to zrozumieć. To chyba wspaniała sprawa, że galeria handlowa nie chce być tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, lecz chce się dzielić zyskiem z miastem. Pamiętajmy, że Jaśkowiak walczy nie tylko z galeriami handlowymi, ale też m.in. z pijaństwem w weekendy w okolicach Starego Rynku. Po ul. Wrocławskiej walają się często potłuczone butelki po piwie, którego producenci są sponsorami Juwenaliów, festiwalu Malta czy… Imienin Ulicy Święty Marcin. Czy kolejnym krokiem prezydenta będzie decyzja, aby sponsorami miejskich imprez nie mogły być browary?

A co z samochodami, kolejnymi wielkimi wrogami aktualnego prezydenta Poznania? Czy Toyota już nie będzie mogła być partnerem festiwalu Malta, a Skoda imprezy rowerowej Poznań Bike Challenge? Jakie to szczęście, że Volkswagen zdążył otworzyć w Poznaniu swoją fabrykę, zanim rządy objął Jacek Jaśkowiak, bo dzisiaj Niemcy usłyszeliby pewnie, że nie ma zgody na to, aby ułatwiać produkcję samochodów, które powodują korki i trują środowisko.

Prezydent Poznania jak mantrę powtarza, że zagraniczne firmy od inwestowania w Poznaniu odstraszają pobicia na tle rasistowskim, do jakich rok temu doszło w naszym mieście. Ciekawe, czy nie odstrasza ich postawa władz Poznania, które dzielą inwestorów na tych fajnych, których poklepuje się po plecach i niefajnych, którym pokazuje się gest Kozakiewicza, nawet gdy sami chcą zrobić dla mieszkańców coś, na czym to włodarzom miasta powinno zależeć.

Opublikowano handel, kultura, polityka | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Więc chodź, pomaluj mój Poznań na szaro i buro…

Ciekawe, co by powiedzieli w Londynie, gdyby im wysłać poznańskiego plastyka miejskiego, który by im kazał słynne czerwone budki telefoniczne przemalować na grafitowo. W Poznaniu malowanie wszystkiego na szaro (o przepraszam, drogi rowerowe malują na czerwono) jest nie tylko niefunkcjonalne, ale i niebezpieczne.

Od dłuższego czasu mamy w Poznaniu plastyka miejskiego. Jak się okazało, postanowił zrobić nasze miasto na szaro i to dosłownie. Otóż uznał, że to straszna wiocha, że Poznań jest taki kolorowy. Jego zdaniem elementy miejskiej infrastruktury takie jak kosze na śmieci, stojaki rowerowe, słupki, wiaty przystankowe powinny być jak najmniej widoczne, dlatego zasugerował, aby pomalować je w barwy maskujące. Mówienie, że chodzi o kolor szary brzmi nie najlepiej, dlatego oficjalna nazwa nowych barw to grafit.

Pewnie można się spierać, czy grafitowy to kolor ładniejszy niż zielony (bo to kolor dominujący w poznańskiej przestrzeni miejskiej), bo to kwestia gustu, ale według mnie kolor maskujący jest przede wszystkim niefunkcjonalny.

Zacznijmy od koszy na śmieci. Przecież stawia się je po to, aby ludzie nie rzucali śmieci na ziemię, a aby to było możliwe, koszy powinno być dużo tak, aby każdy kto trzyma w ręku papierek po batoniku, bez problemu mógł zlokalizować najbliższy śmietnik. Niestety, w Poznaniu bywa z tym różnie. Na Łazarzu gdzie mieszkam, są skrzyżowania, gdzie nie ma żadnego kosza, więc zdarza się, że trzeba go wypatrywać z daleka. Trudno dostrzec kosz w kolorze maskującym. Ja jestem w stanie przejść kilkaset metrów z papierkiem w ręku, ale przecież jest cała masa ludzi, którzy jak nie widzą kosza, uznają, że to wystarczający powód, aby śmieci rzucić byle gdzie.

Podobnie jest z wiatami przystankowymi. Ja jako poznaniak doskonale wiem, gdzie znajdują się przystanki autobusowe, ale mam wątpliwości, czy turystom w ich poszukiwaniu pomaga fakt, że nie są zielone, tylko szaro-bure.

Oczywiście szczytem szczytów jest ostatnia sytuacja z szarym słupem trakcyjnym na rondzie Kaponiera, w który dwa razy uderzyły autobusy MPK. W wypadkach zostało rannych pięć osób. Jakby się czuł pan plastyk miejski, gdyby ktoś zginął? I niech mi nikt nie wmawia, że to nie wina koloru, bo coś chyba jest na rzeczy, skoro po tych wypadkach szary słup owinięto biało-czerwoną taśmą?

rondo

Może i nawet grafitowe szaleństwo jakoś by się broniło, gdyby było konsekwentne, ale malowaniu koszy, słupów i słupeczków na grafitowo towarzyszy malowanie ścieżek rowerowych na czerwono, a miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych na jaskrawoniebiesko (żeby nie było – moim zdaniem bardzo słusznie). Mało tego – w centrum nawet maty dla niewidomych przed przejściami dla pieszych maluje się na jaskrawożółto. Jak się okazuje, ma to być ułatwienie dla osób niedowidzących. Ciekawe, czy osoby niedowidzące będą widzieć te wszystkie szare słupy, słupeczki i barierki i się o nie nie potkną.

Może ja jestem stary zgred, który nie kuma, że szaro-bure miasto jest super ekstra fajniejsze niż takie, które tętni kolorami. Tylko tak się zastanawiam, czy tak nowoczesne miasto jak Londyn przyklasnęłoby pomysłowi, aby swoje słynne budki telefoniczne przemalować z czerwonego na grafitowy.

Opublikowano bezpieczeństwo, infrastruktura, rewitalizacja | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Kogo oburza lizak w kształcie penisa przed farą?

Organizatorzy Marszu Równości robią, co mogą, aby ktokolwiek w Poznaniu zechciał się oburzyć na ich imprezę. Dzięki temu mogą czuć się prześladowanymi, ale nie spodziewałem się, ze uda im się to zrobić taką bzdurą, jak ssanie lizaka w kształcie penisa na ul. Świętosławskiej.

Przez ostatnie jakieś 5-6 lat Marsz Równości w Poznaniu to było skromne wydarzenie, w którym uczestniczyło zaledwie kilkadziesiąt osób. Spotykały się co roku na placu Mickiewicza – wykrzykiwały hasła o dyskryminacji i szły sobie spokojnie po centrum Poznania. Nawet narodowcom nie chciało się przychodzić, aby pokrzyczeć „Pedały!”.

Myślałem, że brak wrogich ataków na uczestników marszu, to świetna wiadomość, a spadająca frekwencja to najlepszy dowód na to, że coraz mniej ludzi w Poznaniu czuje się dyskryminowanych. Ale okazuje się, że nie – w zeszłym roku nowi organizatorzy za punkt honoru postawili sobie poprawienie frekwencji. Udało się załatwić VIP-ów: Annę Grodzką, Jacka Jaśkowiaka i Macieja Nowaka, a w paradzie poszło w sumie około tysiąca osób.

W tym roku marsz w ramach „Poznań Pride Week” ma być jeszcze barwniejszy i efektowniejszy, więc organizatorzy z Grupy Stonewell uruchomili zbiórkę na platformie PolakPotrafi.pl. Planowane 10 tys. zł zebrano bardzo szybko, ale zbiórka trwa nadal. Aby zmobilizować zainteresowanych do wpłacania kolejnych sum, stworzono spot reklamowy. I wtedy zrobiła się afera. Sprawę nagłośniło „narodowe” Radio Merkury, którego dziennikarza oburzyło, że występujący w spocie mężczyzna przebrany za kobietę wkłada do ust lizaka w kształcie penisa i jeszcze robi to na ul. Świętosławskiej, gdzie w tle widać Farę Poznańską.

Oburzenie podchwyciła skrajnie ultrakatolicka „Fronda”, która spot skomentowała słowami: „Szambo wybiło w Poznaniu. Homo-obsceniczni lewaccy zboczeńcy wylegli na ulice i wzbudzają odruch wymiotny”.

Mnie to strasznie bawi, bo nie bardzo wiem, co jest oburzającego w ssaniu lizaka przed farą. W każdą weekendową noc na ul. Świętosławskiej można podziwiać pijaną młodzież, która wyczynia w tym miejscu o wiele bardziej wulgarne rzeczy, a w pobliżu działają kluby go-go i jakoś to nikogo nie szokuje.

Bardziej w spocie Grupy Stonewell zastanawia mnie sam sens sceny z lizakiem, z której wynika, że dzięki zebraniu pieniędzy na marszu pojawią się drag queens, które nie będą ssać takich lizaków. Nie znam tego środowiska, więc nie mam pojęcia, że istnieje tam jakaś hierarchia tanich drag queens z lizakami i droższych bez lizaków. Zresztą szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałem, że drag queens za udział w paradach równości biorą w ogóle honorarium.

Najzabawniejsze, że gdyby nie prawicowe media, to pewnie nikt spoza grona wybierających się na Marsz Równości, tego spotu by nie zobaczył, więc organizatorzy powinni być bardzo wdzięczni, że spot spełnił swoje oczekiwania. Na dodatek „afera” to dla nich kolejny argument za tym, jacy są prześladowani i dyskryminowani i jak bardzo potrzebne są takie marsze. Zresztą nie mam wątpliwości, że mniej lub bardziej po cichu na to liczyli. Dla nich marzeniem jest jak najwyższa frekwencja na Marszu Równości. Ja akurat wolałbym, aby takie marsze w Poznaniu w ogóle się nie odbywały, ale nie dlatego, że mniejszości seksualne mi w jakikolwiek sposób przeszkadzają. Po prostu wolałbym, aby nie były potrzebne, bo nikt w naszym mieście nie będzie się czuł dyskryminowany.

Opublikowano kultura, polityka | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Jak paranoicy oglądają spektakle teatralne?

Zasadniczo uważam, że przedstawiciele świata kultury czy sportu nie powinni się afiszować ze swoimi poglądami politycznymi, ale paranoja, jaka towarzyszy spektaklom Krystyny Jandy w Poznaniu jest doprawdy zabawna.

Właściwie miał to być tekst o tym, że Jacek Jaśkowiak tak bardzo chce wmówić wszystkim, jak wielką zasługą było zlikwidowanie przez niego parkingu na dziedzińcu miasta, że nawet 300 tysięcy zapłacił Krystynie Jandzie, aby tylko tu zagrała. Moim zdaniem o wiele prościej i wygodniej byłoby te spektakle wystawić na placu Wolności, który jest o wiele większy, ale nie da rady – trzeba pozamykać ulice wokół placu Kolegiackiego i dać obejrzeć spektakl nielicznym, bo ważniejsze jest pokazanie, że oto ja wywaliłem stąd samochody, aby dać miejsce na kulturę.

Coś w ten deseń bym tu dzisiaj skrobnął, ale prawicowa paranoja towarzysząca spektaklom Krystyny Jandy rozbawiła mnie o wiele bardziej i nie darowałbym sobie, gdybym tego nie wyśmiał. Żeby nie było – osobiście wolałbym, aby sportowcy, aktorzy czy muzycy nie afiszowali się ze swoimi poglądami politycznymi, ale przecież nikomu nie można zakazywać głoszenia własnych poglądów. Niemniej musimy pamiętać, że żyjemy w kraju paranoi, gdzie nieważne, kim jesteś i co robisz, ważne jest to, po której barykadzie sceny politycznej stoisz.

Janda

Paranoja wokół Krystyny Jandy przybrała w Poznaniu iście groteskową postać. Mniej więcej tak wyobrażam sobie dialog bywalców teatru:

– Cześć Wiesiek.
– Cześć Heniu, co tam u ciebie nowego?
– A nic, z teatru wracam.
– Ooo, a na czym byłeś?
– A wiesz, tytułu nie pamiętam, ale główną rolę grała ta aktorka, co wspiera KOD.
– Która? Ta lesba?
– Nie, nie. Ta, co miała ojca ubeka.
– Aaaa, ta i co? Dobry spektakl?
– Eeee, taki sobie ci powiem. Ona zagrała kiepsko, ale na scenie partnerował jej ten aktor, co popiera budowę Pomnika Wdzięczności.
– Ten, co był w komitecie poparcia dl Andrzeja Dudy w wyborach?
– Nie, nie. Ten, co poparł ustawę zakazującą aborcji.
– Ach ten!
– No i całkiem dobrze zagrał. Na drugim planie jeszcze był ten starszy aktor, co Schetynę tak lubi i ta aktorka, co popierała Nowoczesną w czasie wyborów.
– Co popierała Nowoczesną? Która?
– No ta, co grała w tym filmie z tym aktorem, co opowiada, że Polacy Żydów mordowali.
– Aaaa rozumiem. Ta, co popiera śluby gejów?
– Nie, nie. Ta, co in vitro popiera.
– Aaaa… to już wiem, która. A kto reżyserował?
– Ta, co kandydowała z Ruchu Palikota do Europarlamentu.
– Ta? O Jezu…
– No właśnie, ale muzyka powiem ci, Wiesiek, przepiękna…
– A nie wiesz czyja?
– Tego, co protestował przeciwko „Golgocie Picnic”.
– Aaaa, to wiem, on to umie muzykę zrobić.
– Czyli tak ogólnie to dobra sztuka czy nie?
– No tłumaczę ci przecież, że takie mieszane uczucia mam.

PS Dobrze, że Rafał Majka nie afiszuje się ze swoimi poglądami politycznymi, bo pewnie po powrocie z Rio do Polski na lotnisku oprócz braw i kwiatów od jednych, usłyszałby jeszcze obelgi i oberwał pomidorem od drugich.

fot. Urząd Miasta Poznania

Opublikowano kultura, polityka | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Jak wg POSiR-u obniżyć koszty utrzymania basenu? Zasypać do połowy

Całe szczęście, że poznański stadion ma swojego operatora, bo jeśli pozostałby w rękach urzędników, to ci w celu obniżenia kosztów utrzymania murawy pewnie kazaliby zmniejszyć boisko o połowę. Tak przynajmniej wynika z działań, jakie POSiR przyjął wobec pływalni w parku Kasprowicza.

Tak jak chyba wszyscy mieszkańcy Łazarza i okolic z wielkim entuzjazmem przyjąłem informację, że w budżecie miasta zabezpieczono 6,5 mln zł na modernizację letniej pływalni w parku Kasprowicza. To naprawdę świetna sprawa, że na Łazarzu wśród zieleni jest miejsce, gdzie można latem popływać, albo po prostu popluskać się w wodzie. To idealne rozwiązanie zwłaszcza dla mieszkających w okolicy rodzin, które chcąc w upalny dzień wybrać się „nad wodę”, nie muszą organizować wielkiej wyprawy nad Rusałkę albo do Strzeszynka, ale tylko wyjść na spacer. Z bliskości basenu chętnie korzystają też miłośnicy pływania, którzy mają pod nosem tani obiekt, gdzie mogą oddać się ulubionej formie ruchu, w dodatku na świeżym powietrzu.

Pływalnia od lat jest w fatalnym stanie, więc wszyscy liczyli, że po modernizacji będzie to nowoczesny obiekt dorównujący standardem przynajmniej „Chwiałce”. Jakież było moje zdziwienie, gdy na niedawnym spotkaniu przedstawicieli Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji z mieszkańcami właściwie przez przypadek wyszło na jaw, że planowana modernizacja zakłada zmniejszenie o połowę głównego basenu. Na dodatek chodzi o zasypanie jego głębszej połowy, czyli po modernizacji basen w najgłębszym miejscu miałby ok. 1,2 m, może 1,3 m głębokości.

Decyzję przedstawiciel POSiR-u wyjaśniał ograniczonymi środkami finansowymi na samą inwestycję i późniejsze utrzymanie obiektu.

– Uznaliśmy, że przy tak niskiej frekwencji mniejszy basen w zupełności wystarczy – wyjaśniał.

pływalnia1

Podobno modernizacja bez zmniejszania basenu kosztowałaby 14 mln zł, co okazało się dość zaskakującą informacją, bowiem okazuje się, że zbudowanie od podstaw takiej pływalni przynajmniej w kilku innych polskich miastach (w tym Warszawie) kosztowało od 7 do 10 mln zł. Dociekliwi mieszkańcy szybko sprawdzili też, że biuro projektowe, które tak wysoko oszacowało koszty, nie ma żadnego doświadczenia przy budowie pływalni, ani jakichkolwiek innych obiektów sportowych. Urzędnik POSiR-u był bardzo zaskoczony tymi informacjami, ale jednocześnie wyjaśnił, że koncepcja przebudowy jest już gotowa i we wrześniu ma być ogłoszony przetarg.

Pomijam już fakt tej rażącej niegospodarności przy gotowości wydania lekką ręką sporej sumy z kasy miasta. Bardziej mnie zaintrygował sam sposób myślenia, że skoro brakuje pieniędzy na remont 50-metrowego basenu, to trzeba go zasypać do połowy. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby nie udało się znaleźć operatora dla stadionu przy ul. Bułgarskiej i miałby być utrzymywany przez POSiR. Pewnie w ramach cięcia kosztów utrzymaniu murawy zmniejszonoby wymiary boiska o połowę.

Zresztą logikę POSiR-u można by też stosować przy innych inwestycjach miejskich, niekoniecznie związanych ze sportem i rekreacją. Brakuje pieniędzy na linię tramwajową na Naramowice? To zbudujmy tory tylko w jedną stronę. Brakuje pieniędzy na 4 tysiące mieszkań komunalnych? To zbudujmy same 14-metrowe kawalerki.

Nie mam żadnych wątpliwości, że zmniejszenie basenu o połowę to nie tylko głupi pomysł, ale też marnowanie pieniędzy. Kto przyjdzie na basen, który ma 30 metrów długości i zaledwie 1,2 m głębokości? Może małe dzieci, które dopiero uczą się pływać, albo chcące się tylko popluskać. Starsi, którzy chcą tu popływać już raczej nie. Efekt będzie zatem taki, że frekwencja na pływalni jeszcze bardziej spadnie, czyli zmniejszenie basenu nie obniży kosztów utrzymania obiektu. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Może jak spadnie frekwencja, POSiR ogłosi, że w takim razie basen trzeba zmniejszyć jeszcze bardziej, aż ostatecznie zostanie oczko wodne?

Opublikowano infrastruktura, sport i rekreacja | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Coście, bydlaki, zrobili z naszym miastem? O gwizdach na obchodach rocznicy Poznańskiego Czerwca

Do 28 czerwca myślałem, że jedyni skrajni szaleńcy w Poznaniu to grupka 30 staruszków z mózgiem wyżartym przez Radio Maryja i może nieco większa  grupa tzw. lewicowych intelektualistów popierających anarchistów, którzy sami tacy głupi nie są, tylko udają, aby kosić na tym hajs. Ale jak pokazały obchody 60. rocznicy Poznańskiego Czerwca nasze miasto staje się areną wyścigu, w którym KOD i zwolennicy rządu ścigają się na to, która strona zaprezentuje się bardziej żenująco, a żaden z polityków nie czuje się winny tej sytuacji.

 

Niespełna dwa lata temu opublikowałem na tym blogu tekst pt. „Lewacki czy prawacki? Jaki jest Poznań?”, w którym przekonywałem, że poznaniacy mimo różnych poglądów potrafią się ze sobą spierać i dyskutować bez wyzwisk, obelg i ciosów poniżej pasa. Jako dowód przytaczałem spór o „Golgotę Picnic”. To była głośna sprawa, która podzieliła mieszkańców. Konserwatywna, katolicka prawica była przeciwna pokazywaniu rzekomo obrazoburczego spektaklu. Liberalna większość uważała, że nie można godzić się na cenzurę.

Ostatecznie spektakl się nie odbył, bo dyrektor festiwalu Malta Michał Merczyński narobił w portki przed rzekomymi groźbami zamordowania artystów i obsługi festiwalu (piszę rzekomymi, bo jakoś dziwnym trafem nikogo pod takim zarzutem nie zatrzymano). Zamiast niego liberalni przeciwnicy cenzury odczytali wspólnie tekst „Golgoty” na placu Wolności. Na miejscu pojawili się też przedstawiciele prawicy, aby przeciwko temu zaprotestować jedynie stosownym transparentem.

Kwintesencją wieczoru była dyskusja w namiocie na placu Wolności, podczas której każdy mógł powiedzieć, co myśli o spektaklu, o cenzurze, o granicach sztuki itp. Swoje mówili prawacy i lewacy. Oczywiście nikt nikogo nie przekonał do zmiany zdania, ale dyskusję wygrali wszyscy, bo pokazali, że są ludźmi na poziomie, którzy szanują innych. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek był bardziej dumny ze swojego miasta.

Oczywiście mieliśmy w Poznaniu skrajnych szaleńców, ale myślałem, że to grupka 30 staruszków z mózgiem wyżartym przez Radio Maryja i może nieco większa  grupa tzw. lewicowych intelektualistów popierających anarchistów, którzy sami tacy głupi nie są, tylko udają, aby kosić na tym hajs, co najlepiej pokazał finał sprawy skłotu na Starym Rynku.

Dziś niemal dokładnie dwa lata później sytuacja jest już zupełnie inna, co pokazały nam obchody 60. rocznicy Poznańskiego Czerwca’56, gdzie poziom szamba zaprezentowali zarówno lewi jak i prawi (określenie „prawi” stosuję w odniesieniu do sympatyków PiS-u, doskonale wiem, że gospodarczo są bardziej lewi niż SLD). Jedni gwizdali na prezydenta Dudę i wicepremiera Glińskiego, drudzy gwizdali na Jaśkowiaka i Wałęsę. Pierwsi przynieśli ze sobą egzemplarze polskiej konstytucji i czerwone kartki do pokazywania przedstawicielom obozu aktualnej władzy, drudzy transparenty obrażające prezydenta Poznania i Unię Europejską, czyli jedni i drudzy od początku w dupie mieli rocznicę Czerwca’56, co ostatecznie rozwiewa wszelkie wątpliwości, że to, co się stało, nie było planowane i wynikło jedynie z prowokacji.

Szkoda, że nikt z przemawiających nie zareagował na tę żenadę. Nie spodziewałem się tego po prezydencie Dudzie – w końcu on tu był jedynie gościem, ale już prezydent Jaśkowiak jako gospodarz uroczystości mógł zaapelować do tłumu o spokój i uszanowanie pamięci zamordowanych w 1956 r. Jego przeciwnicy pewnie by go nie posłuchali, ale może chociaż jego koledzy nazywający siebie obrońcami demokracji zreflektowaliby się, że swoim zachowaniem się ośmieszają.

Członkowie KOD-u w ogóle mnie rozczarowali. Byłem pewien, że obchody będą dla nich świetną okazją do tego, aby zachować się w sposób godny kontrastujący z skrajnymi patolami z Poznańskiego Związku Patriotycznego, którzy przyszli z transparentami obrażającymi Jaśkowiaka. Była to świetna okazja, aby powiedzieć: „Zobaczcie to bydło popierające PiS, które nazywa się patriotami, a obraża pamięć bohaterów Czerwca”. Ale nie – KOD uznał, że trzeba zachowywać się równie żenująco, aby tym samym pokazać, że… no właśnie nie wiem co – że niczym nie różnią się od zwolenników PiS-u?

wp_obchody_poznanski_czerwiec_transparenty_zenon_kubiak_625

Myślałem, że pewnie następnego dnia politycy obu stron będą się odcinać od swoich sympatyków, którzy zrobili taką wiochę, ale nie. Politycy prawicy jak i prawicowe media udają, że gwizdano tylko na Dudę i Glińskiego, a winę za to ponosi Jaśkowiak.

„Prezydent Poznania postanowił wykorzystać rocznicowe obchody Poznańskiego Czerwca 56 do bieżącej gry politycznej, do promowania KOD-u” – napisał następnego dnia poseł Szymon Szynkowski vel Sęk, a to przecież jeden z bardziej zrównoważonych i rozsądnych polityków PiS-u.

Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego poszedł jeszcze dalej, sugerując, że Jaśkowiak sam zorganizował akcję protestacyjną, „zwożąc” członków KOD-u do Poznania, bo zdaniem AKO poznaniacy tak się nie zachowują.

A co na to Jaśkowiak? Ten przynajmniej nie udaje, że gwizdała tylko jedna strona. Przyznał, że gwizdali zarówno jego przeciwnicy jak i sympatycy, ale uważa, że to skutek „prowokacji”.

„Przykro mi, że zebrani dali się sprowokować zorganizowanej grupie „Wiernych Polsce” czy kibiców i dali wyraz swemu niezadowoleniu w czasie przemówienia Prezydenta Andrzeja Dudy czy Wicepremiera Piotra Glińskiego. Jednak właśnie Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego reprezentuje rząd, który przed obchodami zlekceważył poznaniaków. Wyrazy dezaprobaty to pokłosie tych działań, rezultat decyzji Ministra Antoniego Macierewicza. Kto sieje wiatr, zbiera burzę” – napisał w oświadczeniu, mając na myśli próby absurdalnego wciśnięcia do obchodów upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej.

kod czerwiec

Jak widać, nikt nie czuje się winny, czyli możemy się spodziewać, że od teraz wszystkie uroczystości w Poznaniu to będzie rywalizacja na to, kto zachowa się bardziej żenująco. Za rok pewnie trzeba będzie zrobić osobne sektory dla prawych i lewych otoczone wysokimi płotami z drutem kolczastym jak na stadionach piłkarskich w latach 90, a do pilnowania porządku posłać policjantów z pałami.

Coście, bydlaki, zrobili z naszym miastem? Pytam polityków z obu stron sceny politycznej, nie spodziewając się jednak żadnej odpowiedzi czy refleksji.

Opublikowano polityka | Otagowano , , , , , | 1 komentarz